Autor: Małgorzata Falkowska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
data wydania: 15 maja 2019
liczba stron: 304
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
data wydania: 15 maja 2019
liczba stron: 304
„Nagranie” jest kryminalnym debiutem Małgorzaty Falkowskiej, a dla mnie pierwszym spotkaniem z twórczością autorki. Uważam je za bardzo udane i z pewnością sięgnę po inne tytuły Pani Małgosi.
W ciągu ostatnich sześciu miesięcy zaginęło w Toruniu pięciu mężczyzn. Byli w podobnym wieku i przepadli bez śladu prawie w tym samym miejscu. Od pół roku policja szuka punktu zaczepienia, aby ruszyć ze śledztwem. Niczego jednak nie znajdują. Nie podoba się to komendantowi, nie podoba się też opinii publicznej. Internet nie zostawia na śledczych suchej nitki. 16 grudnia rodzina pierwszego zaginionego otrzymuje przesyłkę. Jest w niej kartka z życzeniami świątecznymi o dziwnej treści: „Oby każdy był tak hojny w dary dla Pana jak my. Wesołych Świąt!” , jest też nagranie, z którego wynika, że mężczyzna już nie żyje. Wkrótce zaczynają pojawiać się też inne paczki, które wyglądają prawie identycznie, różnią się tylko napisami i piosenką w tle. Niewiele jednak z tych nagrań wynika. Znikają kolejne osoby, a policja jest w punkcie wyjścia. Sprawę zaginięć prowadzi komisarz Maciej Gorczyński, a w rozwikłaniu zagadki pomaga mu zaprzyjaźniona pani jasnowidz Sylwia Trojanowska. Zabójca jest niebezpieczny, doskonale przygotowany, do tego znajduje się zawsze o krok przed śledczymi. Czy ten specyficzny duet da radę rozwiązać sprawę?
Jak ja to lubię. To napięcie, które towarzyszy odkrywaniu tropów prowadzących do rozwiązania zagadki. Przeszkody po drodze, które sprawiają, że zagadkę trudno rozwikłać. Tajemnice, skrywane przed światem latami, które wychodzą na jaw w wyniku niezwykłych zbiegów okoliczności. Mozolne odkrywanie motywu zbrodni, który okazuje się zadziwiający. I wreszcie zaskakujące zakończenie, które pozostawia czytelnika w niepewności co do dalszych wydarzeń.
Podobało mi się. Z zaciekawieniem śledziłam pracę policji, a właściwie to jak kręcili się w kółko, nie mając nawet pomysłu, jak znaleźć mordercę, gdzie szukać, od czego zacząć. Zabójca wodził ich cały czas za nos. Pojawiało się trochę koncepcji, ale najlepszego nosa miały osoby kompletnie niezwiązane z organami ścigania. I wydaje się, że wpadły na trop zupełnie przypadkowo. To było coś całkiem innego niż do tej pory czytałam. Zazwyczaj osoby odpowiedzialne za śledztwo były kompetentne, działały racjonalnie i były mocno zaangażowane w sprawę. Komisarz Gorczyński, chociaż robi wszystko, aby odnaleźć sprawcę, wydaje się przy tym nieco zagubiony, szuka zabójcy jakby po omacku i nie zawsze daje sobie pomóc. Wspierająca go Sylwia wnosi trochę więcej do całej sprawy, przede wszystkim, jeśli chodzi o nagrania. Na końcu jednak, kiedy odkrywa, o co w tym wszystkim chodzi, postanawia udać się na miejsce zbrodni sama i nic nie mówi Maćkowi. Tego nie potrafiłam zrozumieć, bo do tej pory kobieta dzieliła się z nim wszystkimi przypuszczeniami. W tym miejscu napiszę kilka słów o bohaterach powieści, skoro już o nich wspominam. Nie polubiłam Sylwii, odnośnie Macieja mam mieszane uczucia. Ale przecież nie muszę ich lubić. Nie o to chodzi w dobrej kreacji postaci. A tutaj, moim zdaniem, bohaterowie są dopracowani w najdrobniejszym szczególe. Z całą pewnością główni bohaterowie „Nagrania” nie są idealni, i bardzo dobrze. Bo tacy ludzie nie istnieją. Żyjemy w świecie pełnym ograniczeń, które mają wpływ na każdego z nas. Reagujemy na te ograniczenia w różny sposób, co nas odróżnia od innych i nadaje nam indywidualności. Wszyscy mamy jakąś przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Bohaterowie tej powieści również mają. Dlatego cieszę się, że autorka nie skupiła się tylko na prowadzonym przez nich śledztwie i nie odizolowała ich od ich normalnego życia. Dzięki temu oni sami wyglądają bardziej realnie, a i opowiedziana historia nie jest oderwana od rzeczywistości. Bohaterowie „Nagrania” popełniają błędy, stają przed trudnymi problemami w swoim prywatnym życiu, czasami przed takimi, które wydają się być nie do pokonania. A jednocześnie nie roztrząsają każdej sytuacji, nie dywagują na jakiś temat przez kilka stron, nie analizują niepotrzebnie swoich stanów emocjonalnych i nie zanudzają czytelnika. I nie jest tak, że tych emocji w książce nie ma. Jak najbardziej są. Dość dobrze poznajemy niuanse psychiki bohaterów i targające nimi emocje, ale w interakcji z innymi, a także poznając otoczenie, w którym żyją. Zarówno Sylwii jak i Maćka można nie polubić. Dokonują wyborów, które mogą się nie podobać, bo wydają się być moralnie złe. Celowo nie napisałam, że dokonują moralnie złych wyborów, bo nie wszystkie decyzje mogą podlegać jednoznacznej ocenie moralnej, nie każde działanie da się zaklasyfikować jako moralnie dobre lub złe. I wydaje mi się, że tutaj mamy do czynienia właśnie z takim wyborem, którego nie można jednoznacznie ocenić. Duży plus za to, że chociaż ta powieść to kryminał, znalazło się tu miejsce na rozważania tego typu. Dzięki temu, że bohaterowie w ogóle stają przed koniecznością jakiegoś wyboru, stali się w moich oczach jeszcze bardziej wiarygodni. Równie ciekawie zostały sportretowane postaci drugoplanowe. Jest ich trochę, ale nie na tyle, żeby można było się pogubić. Każda z nich odznacza się indywidualnymi cechami charakteru, każdą z łatwością można sobie wyobrazić. Postacie te nie stanowią tylko elementu dekoracji, co również zapisuję na plus.
Dzięki krótkim rozdziałom książkę czyta się bardzo szybko. Wydarzenia poznajemy na przemian z perspektywy Macieja i Sylwii. Styl autorki nie męczy, jest lekki i z łatwością można wczuć się w fabułę. Fabuła jest przemyślana i ciekawa, a intryga zawiła, drobiazgowo skonstruowana i trzymająca w napięciu do ostatniej strony. Do samego końca nie wiemy, kto stoi za zaginięciami młodych mężczyzn i jaki jest motyw działania mordercy. Może nam się wydawać w trakcie lektury, że jesteśmy już bliscy rozwiązania zagadki, jednak okazuje się, że to kolejny sprytny zabieg autorki, który miał nas zmylić. Spodobało mi się wplątanie w sensacyjną fabułę wątków rodzinnych bohaterów, a także naszej polskiej rzeczywistości. Lubię dostawać takie smaczki w książkach. Akcja powieści toczy się w swoim tempie, nie jest ono zbyt powolne, ani za bardzo dynamiczne. Fabuła jest nie tylko niebanalna, ale i bardzo życiowa, zarówno jeśli chodzi o prowadzone śledztwo, jak i prywatne rozterki bohaterów, ich sprawy rodzinne i zawirowania sercowe. No właśnie, nie wspomniałam chyba jeszcze, że mamy w tej powieści również wątek miłosny. Na szczęście, w moim odczuciu, nie jest on nachalny i nie dominuje. Jest dodatkiem, który nie tylko urozmaica fabułę, ale też powoduje wspomniane już dylematy moralne.
Mnie się podobało i polecam. "Nagranie" to błyskotliwa, nieoczywista, pełna fałszywych tropów i wciągająca lektura.
Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

Zapowiada się ciekawie :) Od siebie polecam świetny nowy thriller "Blizny przeszłości" :)
OdpowiedzUsuń