Tytuł oryginału: Nevermoor: The Trials of Morrigan Crow
Autor: Jessica Townsend
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Piotr Budkiewicz
Cykl: Nevermoor (tom 1)
Wydawnictwo: Media Rodzina
data wydania: 17 października 2018
liczba stron: 432
Autor: Jessica Townsend
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Piotr Budkiewicz
Cykl: Nevermoor (tom 1)
Wydawnictwo: Media Rodzina
data wydania: 17 października 2018
liczba stron: 432
Bardzo się cieszę, że mogłam przeczytać „Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow”. Miałam pewne obawy, czy to na pewno jest lektura dla mnie. Okładka zapowiadała raczej książkę dla dzieci, a jestem czytelnikiem bardziej zaawansowanym wiekiem. Podobnie jednak było u mnie z Harrym Potterem. Nie rozumiałam tego szału, który rozpętał się wokół książki. I chociaż wtedy byłam młodsza, ta pozycja mnie nie zachęcała. Kiedy w końcu dałam się skusić, przepadłam, dosłownie. I tutaj miałam właściwie tak samo, ale sięgnęłam po książkę znacznie szybciej, pamiętając moją przygodę z Harrym. I jak było?
Morrigan Crow to pozornie zwyczajna dziewczynka, która mieszka w zwyczajnym, nudnym mieście. W mieście nie dzieje się nic nadzwyczajnego, oprócz jednej rzeczy. Mieszkają tam dzieci, które umierają w dniu swoich jedenastych urodzin. Nie, nie wszystkie dzieci. Tylko te wybrane, obarczone przy narodzinach klątwą przynoszenia pecha wszystkim dookoła. Morrigan urodziła się pod pechową gwiazdą, w pechowy dzień. Jakiekolwiek więc nieszczęście spada na miasto i jego mieszkańców, wina zawsze leży po stronie Morrigan. Za każdym razem musi wszystkich przepraszać, nawet, jeśli nie czuje się winna, nawet jeśli to drobiazg i faktycznie nie przyłożyła do tego ręki. Jej ojciec za każdym razem musi płacić odszkodowanie. A, że jest ważną osobą i ma dużo pieniędzy, mieszkańcy bez skrupułów wykorzystują biedną dziewczynkę. Obarczają ją coraz bardziej absurdalnymi przewinieniami (takimi, jak na przykład zmiana pogody), po to tylko, aby wyciągnąć od jej ojca pieniądze. Morrigan nie wierzy, albo nie chce wierzyć w to, że umrze, gdy skończy jedenaście lat, w Wieczór Przesilenia, kiedy zegar wybije północ. Nowa Era nadchodzi szybciej, niż wszyscy się spodziewali. Kiedy Morrigan z rodziną je pożegnalną kolację, dzieje się coś zaskakującego. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawia się w ich domu przedziwny jegomość, rudowłosy, ekscentryczny Jupiter North i składa dziewczynce niecodzienną propozycję. Chociaż zaskoczona i nie do końca przekonana, Morrigan się nie sprzeciwia. W dniu swoich jedenastych urodzin dziewczynka rozpoczyna nowy rozdział swojego życia, obfitujący w przygody, niezwykłą magię i cudowne, osobliwe towarzystwo. Ma też szansę zostać członkinią elitarnego stowarzyszenia, ale pod warunkiem, że przejdzie cztery próby. Każda z nich jednak to trudny sprawdzian, który wymaga niezwykłych umiejętności. Jak niepewna siebie Morrigan poradzi sobie w tym nowym świecie? Czy uda jej się wyjść zwycięsko z każdej próby? Wreszcie, czy odkryje swój dryg?
Nastała Nowa Era, pomyślała z niedowierzaniem. A ja żyję.
Nawet nie wiem od czego zacząć, bo w głowie kotłuje mi się bardzo dużo myśli. Może od tego, że jestem zachwycona wyobraźnią autorki i czekam na to, czym jeszcze zaskoczy swoich czytelników. Stworzyła świat, którego jeszcze nigdzie nie było, unikalny, wielobarwny, zaskakujący. I to jaki świat. Magiczny, z surrealistycznym hotelem Deukalion, tętniącym życiem od rana do nocy, z gadającymi magnifikotami, a na pewno jednym wyjątkowym o imieniu Fenestra, z wampirem karłowatym vel karłem wampirzym i mnóstwem innych oszałamiających miejsc i postaci. Do tego, z kapitalnie wykreowanymi bohaterami, a przede wszystkim świetnie nakreśloną postacią dziwnej dziewczynki o czarnych oczach. Mowa oczywiście o Morrigan. To dziecko wyjątkowe, ponadprzeciętnie inteligentne, ciekawskie świata, błyskotliwe, bystre, przyjacielskie. Ale przez sytuację, jaką miała w domu również początkowo nieufne, zagubione i kompletnie nie wierzące w swoje możliwości. Serce mi się krajało, kiedy czytałam początek książki. Jaka ta biedna dziewczynka była samotna, pozostawiona samej sobie, jak bardzo nie miała w nikim oparcia. Rodzina uznała ją za zmarłą jeszcze za życia, ojciec potrzebował jej tylko do podreperowania swojego wizerunku. Nie otrzymywała od otoczenia tego, czego wszystkie dzieci najbardziej potrzebują i co im się należy, bliskości, wsparcia, poczucia bezpieczeństwa, miłości. To, jak podle była traktowana, złamało mi serce. Na szczęście, z pomocą przyjaciół i nowej rodziny, Morrigan odżyła. Cieszę się, że na jej drodze stanęły osoby, które w nią uwierzyły, kiedy ona sama jeszcze nie potrafiła. Takie, które pomogły dziewczynce odkryć siebie na nowo, poznać swoje mocne i słabe strony. Takie, przy których mogła być sobą. Morrigan przeszła ogromną metamorfozę. Zmieniała się na oczach czytelnika, wreszcie otoczona miłością, troską i wsparciem.
– Nie ma znaczenia, czego chcę – powiedziała.
– Wręcz przeciwnie – oznajmił. – To ma wielkie, wręcz olbrzymie znaczenie. W tej chwili nie liczy się nic innego.
– Wręcz przeciwnie – oznajmił. – To ma wielkie, wręcz olbrzymie znaczenie. W tej chwili nie liczy się nic innego.
Już teraz rozumiem zachwyty nad powieścią płynące do nas z zagranicy. Rozumiem też porównania do „Harry’ego Pottera”, chociaż uważam, że ta pozycja nie potrzebuje porównań. Jednak zgadzam się z głosami, które słyszałam już wielokrotnie. Po lekturze „Harry’ego Pottera” czułam ogromną pustkę, której nie udało się zapełnić żadnej innej książce. Dopiero Morrigan Crow i jej przygodom udało się wypełnić luki, które pozostawił po sobie młody czarodziej.
Świat magii wykreowany przez autorkę jest precyzyjny, spójny i wypada bardzo wiarygodnie. Tak samo, jak fantastyczni bohaterowie, pełni życia, inteligentni i niezwykle pomysłowi. Styl pani Townsend jest zabawny, teksty błyskotliwe, a dialogi dopracowane. Akcja, początkowo niespieszna, przyspiesza z każdą stroną, by osiągnąć punkt kulminacyjny podczas prób, do których musi przystąpić dziewczynka. Finał pozostawia nas z milionem pytań, które rozwieje, mam nadzieję, kolejna część.
„Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow” to powieść wyjątkowa, ponadczasowa, która nie tylko bawi, ale i uczy. Uczy akceptacji, szacunku do samego siebie i wiary we własne możliwości. W przepiękny sposób przekazuje uniwersalne prawdy, podkreślając znaczenie wartości w życiu każdego człowieka. Napisana dojrzale i z rozmachem, zaskakująca, przekonująca, szczera i przepełniona magią. Takiej książki nie było od lat!
Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz