wtorek, 7 maja 2019

„Zupełnie normalna rodzina” M.T. Edvardsson

Tytuł oryginału: En helt vanlig familj
Autor: M.T. Edvardsson
Tłumaczenie: Ewa Wojciechowska
Wydawnictwo: Znak Literanova
data wydania: 15 kwietnia 2019
liczba stron: 496

Po książkę sięgnęłam skuszona opisem i opiniami. Mniej więcej wiedziałam, czego się spodziewać, ale to, co dostałam, przerosło moje oczekiwania.
Adam, Ulrika i Stella to pozornie normalna rodzina. Na zewnątrz wyglądają wzorowo. On jest szanowanym pastorem, ona odnoszącą sukcesy prawniczką, a ich córka, która kończy właśnie 19 lat, zwykłą nastolatką ze zwykłymi problemami tego wieku. Mieszkają w Lund, niewielkim miasteczku studenckim, mają duże grono zaufanych znajomych, spotykają się z nimi regularnie, regularnie też odbywają długie rozmowy z rodzicami, każdy ich dzień wydaje się być udany, choć spędzony według ustalonego z góry scenariusza. Państwo Sandell to nie tylko idealna rodzina, to również przykładni obywatele. Segregują śmieci, regularnie spłacają kredyt, na czas zwracają książki do biblioteki, przestrzegają wszelkich zasad współżycia społecznego. Wszystkie problemy załatwiają tylko w swoim gronie, bo, jak mawia Adam „są sprawy, do których nikt nie ma prawa się mieszać. Załatwia się je w rodzinie”. Nic nie jest w stanie zakłócić ich rodzinnej sielanki. Do czasu. Idealny obraz tej rodziny burzy się jak domek z kart pewnego sobotniego dnia. Stella nie wraca do domu z pracy, do rodziców dzwoni znajomy adwokat i informuje ich, że ich córka została zatrzymana i jest oskarżona o morderstwo.
Książka rozpoczyna się prologiem, z którego od razu dowiadujemy się, że Stella jako oskarżona o zabójstwo bierze udział w procesie. Od razu wiadomo, kto jest głównym podejrzanym i nieco później, kogo zamordowano. Nie wiadomo jednak, czy to na pewno  Stella jest mordercą, chociaż wszystko na to wskazuje. Nie wiadomo też, jaki miała motyw, ani co ją łączyło z ofiarą. M.T. Edvardsson powoli odsłania część kart, a czytelnik przez całą książkę próbuje odkryć jak właściwie było z tym morderstwem, przy okazji poznając szokujące fakty z życia rodziny. Muszę jednak przyznać, że nie jest łatwo rozwikłać zagadkę i to jest w tej powieści najfajniejsze. Autor od początku zgrabnie manipuluje czytelnikiem, podsuwa fałszywe tropy, wprowadza w ślepe zaułki, bawi się nim. Rozwiązanie zagadki pojawia się dopiero na samym końcu i jest sporym zaskoczeniem. Przyznam nieskromnie, że udało mi się przewidzieć kto jest mordercą trochę wcześniej, do samego końca nie wiedziałam jednak ani jaki był motyw zbrodni, ani co tak naprawdę zaszło. Czytając kilkanaście ostatnich stron byłam chyba nawet więcej niż zaskoczona. Zszokowana, to jest odpowiednie słowo do opisania stanu, w jakim się wtedy znalazłam.
W tej pozornie zgranej rodzinie od czasu oskarżenia jedynaczki o morderstwo dzieje się coś dziwnego. Niby nadal się wspierają, a może teraz nawet bardziej, są w stanie zrobić dla siebie wszystko, każdy kłamie lub coś ukrywa właśnie po to, aby chronić rodzinę. A jednocześnie ci bardzo ze sobą związani ludzie, zaczynają w siebie wątpić. Nawet rodzice dziewczyny mają wątpliwości co do jej niewinności. No bo przecież wszystkie elementy układanki pasują, są obciążające Stellę dowody, są zeznania świadka. Z biegiem czasu dowiadujemy się też, że dziewczyna nigdy nie była aniołem. Ma swoje za uszami, i to nie byle co. Mało tego, czytając część, w której narratorką jest córka, możemy odnieść wrażenie, że ona sama wie, że jest winna temu, co się stało. Sami również zaczynamy w to wierzyć, mimo całej sympatii, którą darzymy tę młodą osobę. Bo Stella, chociaż ma ciężki charakter i wiele wad, jest postacią niezwykle charyzmatyczną, silną i dającą się lubić. Jest rozrywkowa, lubi łamać zasady i działać na przekór wszystkim i wszystkiemu. Z drugiej strony jednak, jest to osoba bardzo wrażliwa i zamknięta w sobie, doświadczyła w swoim młodym życiu całkiem sporo, zapłaciła wysoką cenę za swoje błędy. Ale stara się być twarda, chce pokazać światu, że ona da radę ze wszystkim. Jednak tym, co mnie najbardziej w tej postaci ujęło, był fakt, jak bardzo potrafiła poświęcić się dla bliskich. Gotowość do poświęceń spodobała mi się u wszystkich członków rodziny, każdy z nich w imię wyższego dobra kłamie i oszukuje, potrafi skłamać nawet przed wymiarem sprawiedliwości. Żal mi matki dziewczyny, bo z tym co zrobiła będzie musiała żyć do końca swoich dni. Jednak i tak uważam, że Stella jest wyjątkowa i to jej poświęcenie dla bliskich wydaje się być więcej warte.
Nikt z nas nie wie, co jest w stanie zrobić dla drugiego człowieka, dopóki nie znajdzie się w obliczu prawdziwego zagrożenia.
„Zupełnie normalna rodzina” to genialnie skonstruowany thriller psychologiczny, z naciskiem na psychologiczny. Jeśli nastawiacie się na zawrotne tempo akcji, czy jej szalone zwroty, możecie się zawieść. Nie o to chodzi w tej powieści. Chodzi o stopniowe odkrywanie skrywanych bardzo głęboko tajemnic rodziny i jej otoczenia, o rozwikłanie zagadki morderstwa, która z każdą przeczytaną stroną staje się bardziej zawiła i tajemnicza. Książka została podzielona na trzy części, w których kolejno wypowiadają się ojciec, córka i matka. Zabieg ten spowodował, że mamy możliwość poznać bieżące i przeszłe wydarzenia z perspektywy każdej z osób. Taki podział ról był naprawdę bardzo dobrym pomysłem. To samo wydarzenie z życia rodziny jest przedstawione za każdym razem w innych sposób, przefiltrowane przez emocje, uczucia, poglądy i ograniczenia danej postaci. Autor dopracował sylwetki swoich bohaterów. Najbardziej spodobała mi się postać Stelli, dziewiętnastolatki, która wciąż szuka swojego miejsca na ziemi. Dziewczyna wyróżnia się na tle innych wyjątkową, oryginalną i niepowtarzalną osobowością. Stella ma tylko jedną przyjaciółkę, od wczesnych lat życia tę samą. Amina jest pozornie zupełnie inna, spokojna, poukładana, porządna. Pozornie, bo za fasadą koleżanki są bardzo podobne, ulepione z jednej gliny. Jednak nie tylko główne postaci zostały w tej pozycji wyśmienicie wykreowane. Ta powieść o zbrodni to nie tylko ojciec, matka i córka. To dużo więcej barwnych osobowości, z których każda w jakiś sposób kształtuje bieg tej historii i ma dla przebiegu fabuły jakieś znaczenie. Mniejsze lub większe, ale zawsze ma. Nikt nie został tu pominięty ani zaniedbany. Każdy bohater jest jakiś, każdemu możemy kibicować i starać się poznać motywy jego postępowania. Każda z przedstawionych w książce osób ma swoje zalety, wady i słabości. Przez to wszyscy wypadają bardzo wiarygodnie.
Zawsze mówiono o mnie i Aminie, że stanowimy niedobraną parę. Ona taka spokojna, wycofana i porządna, a ja głośna i wiecznie łamiąca jakieś głupie reguły.
Chociaż nie ma tu pędzącej akcji, a nawet są momenty zastoju, które mogą nużyć, całość wypada rewelacyjnie. Zachłysnęłam się fabułą, świetnie wykreowanymi postaciami, atmosferą i napięciem, które jest w tej powieści wręcz namacalne. To ono sprawia, że ta historia staje się nieodkładalna. Chociaż morderstwo stanowi trzon tej powieści, nie jest to jej jedyny wątek. Jest to książka o sile więzów rodzinnych i o sile przyjaźni, o dylematach moralnych, o tym, co jest najważniejsze w życiu i jak łatwo dla najważniejszych dla nas osób wyrzec się swoich zasad i wartości. Wreszcie, to książka, która pokazuje jak kruche fundamenty ma życie zbudowane na kłamstwie.
„Zupełnie normalna rodzina” to wciągająca historia pozornie normalnej rodziny, w której miłość i ideały, które przyświecały im całe życie, zostają wystawione na próbę, a o tytułową normalność będą musieli zawalczyć. To wnikliwe studium psychologiczne z niebanalną, przemyślaną fabułą, w której każde zdarzenie ma swoje miejsce i nic nie dzieje się przypadkowo. Wreszcie to doskonale wykreowani, barwni i wielowymiarowi bohaterowie. Przede wszystkim jednak to książka o kłamstwie, pozornej stabilizacji, udawanej bliskości i o rodzinie zbudowanej na fałszu. To historia, o której nie sposób zapomnieć. Z czystym sumieniem mogę polecić ten thriller, z nadzieją, że i Was zachwyci.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz