Tytuł oryginału: En helt vanlig familj
Autor: M.T. Edvardsson
Tłumaczenie: Ewa Wojciechowska
Wydawnictwo: Znak Literanova
data wydania: 15 kwietnia 2019
liczba stron: 496
Autor: M.T. Edvardsson
Tłumaczenie: Ewa Wojciechowska
Wydawnictwo: Znak Literanova
data wydania: 15 kwietnia 2019
liczba stron: 496
Po książkę sięgnęłam skuszona opisem i opiniami. Mniej więcej wiedziałam,
czego się spodziewać, ale to, co dostałam, przerosło moje oczekiwania.
Adam, Ulrika i Stella to pozornie normalna rodzina. Na zewnątrz wyglądają
wzorowo. On jest szanowanym pastorem, ona odnoszącą sukcesy prawniczką, a ich
córka, która kończy właśnie 19 lat, zwykłą nastolatką ze zwykłymi problemami
tego wieku. Mieszkają w Lund, niewielkim miasteczku studenckim, mają duże grono
zaufanych znajomych, spotykają się z nimi regularnie, regularnie też odbywają
długie rozmowy z rodzicami, każdy ich dzień wydaje się być udany, choć spędzony
według ustalonego z góry scenariusza. Państwo Sandell to nie tylko idealna
rodzina, to również przykładni obywatele. Segregują śmieci, regularnie spłacają
kredyt, na czas zwracają książki do biblioteki, przestrzegają wszelkich zasad
współżycia społecznego. Wszystkie problemy załatwiają tylko w swoim gronie, bo,
jak mawia Adam „są sprawy, do których nikt nie ma prawa się mieszać. Załatwia
się je w rodzinie”. Nic nie jest w stanie zakłócić ich rodzinnej sielanki. Do
czasu. Idealny obraz tej rodziny burzy się jak domek z kart pewnego sobotniego
dnia. Stella nie wraca do domu z pracy, do rodziców dzwoni znajomy adwokat i
informuje ich, że ich córka została zatrzymana i jest oskarżona o morderstwo.
Książka rozpoczyna się prologiem, z którego od razu dowiadujemy się, że
Stella jako oskarżona o zabójstwo bierze udział w procesie. Od razu wiadomo,
kto jest głównym podejrzanym i nieco później, kogo zamordowano. Nie wiadomo
jednak, czy to na pewno Stella jest mordercą,
chociaż wszystko na to wskazuje. Nie wiadomo też, jaki miała motyw, ani co ją
łączyło z ofiarą. M.T. Edvardsson powoli odsłania część kart, a czytelnik przez
całą książkę próbuje odkryć jak właściwie było z tym morderstwem, przy okazji
poznając szokujące fakty z życia rodziny. Muszę jednak przyznać, że nie jest
łatwo rozwikłać zagadkę i to jest w tej powieści najfajniejsze. Autor od
początku zgrabnie manipuluje czytelnikiem, podsuwa fałszywe tropy, wprowadza w
ślepe zaułki, bawi się nim. Rozwiązanie zagadki pojawia się dopiero na samym końcu
i jest sporym zaskoczeniem. Przyznam nieskromnie, że udało mi się przewidzieć
kto jest mordercą trochę wcześniej, do samego końca nie wiedziałam jednak ani
jaki był motyw zbrodni, ani co tak naprawdę zaszło. Czytając kilkanaście
ostatnich stron byłam chyba nawet więcej niż zaskoczona. Zszokowana, to jest
odpowiednie słowo do opisania stanu, w jakim się wtedy znalazłam.
W tej pozornie zgranej rodzinie od czasu oskarżenia jedynaczki o morderstwo
dzieje się coś dziwnego. Niby nadal się wspierają, a może teraz nawet bardziej,
są w stanie zrobić dla siebie wszystko, każdy kłamie lub coś ukrywa właśnie po
to, aby chronić rodzinę. A jednocześnie ci bardzo ze sobą związani ludzie,
zaczynają w siebie wątpić. Nawet rodzice dziewczyny mają wątpliwości co do jej
niewinności. No bo przecież wszystkie elementy układanki pasują, są obciążające
Stellę dowody, są zeznania świadka. Z biegiem czasu dowiadujemy się też, że
dziewczyna nigdy nie była aniołem. Ma swoje za uszami, i to nie byle co. Mało
tego, czytając część, w której narratorką jest córka, możemy odnieść wrażenie,
że ona sama wie, że jest winna temu, co się stało. Sami również zaczynamy w to
wierzyć, mimo całej sympatii, którą darzymy tę młodą osobę. Bo Stella, chociaż
ma ciężki charakter i wiele wad, jest postacią niezwykle charyzmatyczną, silną
i dającą się lubić. Jest rozrywkowa, lubi łamać zasady i działać na przekór
wszystkim i wszystkiemu. Z drugiej strony jednak, jest to osoba bardzo wrażliwa
i zamknięta w sobie, doświadczyła w swoim młodym życiu całkiem sporo, zapłaciła
wysoką cenę za swoje błędy. Ale stara się być twarda, chce pokazać światu, że
ona da radę ze wszystkim. Jednak tym, co mnie najbardziej w tej postaci ujęło,
był fakt, jak bardzo potrafiła poświęcić się dla bliskich. Gotowość do
poświęceń spodobała mi się u wszystkich członków rodziny, każdy z nich w imię
wyższego dobra kłamie i oszukuje, potrafi skłamać nawet przed wymiarem
sprawiedliwości. Żal mi matki dziewczyny, bo z tym co zrobiła będzie musiała
żyć do końca swoich dni. Jednak i tak uważam, że Stella jest wyjątkowa i to jej
poświęcenie dla bliskich wydaje się być więcej warte.
Nikt z nas nie wie, co jest w stanie zrobić dla drugiego człowieka, dopóki
nie znajdzie się w obliczu prawdziwego zagrożenia.
„Zupełnie normalna rodzina” to genialnie skonstruowany thriller
psychologiczny, z naciskiem na psychologiczny. Jeśli nastawiacie się na
zawrotne tempo akcji, czy jej szalone zwroty, możecie się zawieść. Nie o to
chodzi w tej powieści. Chodzi o stopniowe odkrywanie skrywanych bardzo głęboko tajemnic
rodziny i jej otoczenia, o rozwikłanie zagadki morderstwa, która z każdą
przeczytaną stroną staje się bardziej zawiła i tajemnicza. Książka została
podzielona na trzy części, w których kolejno wypowiadają się ojciec, córka i
matka. Zabieg ten spowodował, że mamy możliwość poznać bieżące i przeszłe
wydarzenia z perspektywy każdej z osób. Taki podział ról był naprawdę bardzo
dobrym pomysłem. To samo wydarzenie z życia rodziny jest przedstawione za
każdym razem w innych sposób, przefiltrowane przez emocje, uczucia, poglądy i
ograniczenia danej postaci. Autor dopracował sylwetki swoich bohaterów.
Najbardziej spodobała mi się postać Stelli, dziewiętnastolatki, która wciąż
szuka swojego miejsca na ziemi. Dziewczyna wyróżnia się na tle innych
wyjątkową, oryginalną i niepowtarzalną osobowością. Stella ma tylko jedną
przyjaciółkę, od wczesnych lat życia tę samą. Amina jest pozornie zupełnie
inna, spokojna, poukładana, porządna. Pozornie, bo za fasadą koleżanki są
bardzo podobne, ulepione z jednej gliny. Jednak nie tylko główne postaci
zostały w tej pozycji wyśmienicie wykreowane. Ta powieść o zbrodni to nie tylko
ojciec, matka i córka. To dużo więcej barwnych osobowości, z których każda w
jakiś sposób kształtuje bieg tej historii i ma dla przebiegu fabuły jakieś
znaczenie. Mniejsze lub większe, ale zawsze ma. Nikt nie został tu pominięty
ani zaniedbany. Każdy bohater jest jakiś, każdemu możemy kibicować i starać się
poznać motywy jego postępowania. Każda z przedstawionych w książce osób ma
swoje zalety, wady i słabości. Przez to wszyscy wypadają bardzo wiarygodnie.
Zawsze mówiono o mnie i Aminie, że stanowimy niedobraną parę. Ona taka
spokojna, wycofana i porządna, a ja głośna i wiecznie łamiąca jakieś głupie
reguły.
Chociaż nie ma tu pędzącej akcji, a nawet są momenty zastoju, które mogą
nużyć, całość wypada rewelacyjnie. Zachłysnęłam się fabułą, świetnie
wykreowanymi postaciami, atmosferą i napięciem, które jest w tej powieści wręcz
namacalne. To ono sprawia, że ta historia staje się nieodkładalna. Chociaż morderstwo
stanowi trzon tej powieści, nie jest to jej jedyny wątek. Jest to książka o
sile więzów rodzinnych i o sile przyjaźni, o dylematach moralnych, o tym, co
jest najważniejsze w życiu i jak łatwo dla najważniejszych dla nas osób wyrzec
się swoich zasad i wartości. Wreszcie, to książka, która pokazuje jak kruche
fundamenty ma życie zbudowane na kłamstwie.
„Zupełnie normalna rodzina” to wciągająca historia pozornie normalnej
rodziny, w której miłość i ideały, które przyświecały im całe życie, zostają wystawione
na próbę, a o tytułową normalność będą musieli zawalczyć. To wnikliwe studium
psychologiczne z niebanalną, przemyślaną fabułą, w której każde zdarzenie ma
swoje miejsce i nic nie dzieje się przypadkowo. Wreszcie to doskonale
wykreowani, barwni i wielowymiarowi bohaterowie. Przede wszystkim jednak to
książka o kłamstwie, pozornej stabilizacji, udawanej bliskości i o rodzinie
zbudowanej na fałszu. To historia, o której nie sposób zapomnieć. Z czystym
sumieniem mogę polecić ten thriller, z nadzieją, że i Was zachwyci.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz